Nie zaszkodzi sprawdzić. Czyż ciekawość nie jest rzeczą ludzką? Zdaje się, że dźwięk dochodził z wąskiego zaułka pomiędzy marketem, a komunalną kamienicą, więc udał się w tamtym kierunku. Ze względu na zapadający wieczór w tej ciasnej przestrzeni było jeszcze ciemniej.
Nie bał się.
Jego wrodzona śmiałość stawiała za niego kolejne kroki i przygotowywała organizm do wyostrzenia zmysłów. Korytarz wypluł go w patio powstałym pomiędzy innymi kamienicami i zapleczem sklepu.
Koniec. Ślepa uliczka.
Może jednak się pomylił? Może źle skręcił?
Moment... Znów ten dźwięk. Jakby ze śmietnika? Podszedł ostrożnie do wielkiego, metalowego kontenera, którego pokrywa była uchylona, ale jeszcze drżała, jakby od niedawnego używania. Chwycił metalowy uchwyt i odchylił pokrywę do tyłu. Spodziewał się śmieci, worków z odpadami, smrodu, ewentualnie ukrywającego się kota, ale nie schodów!
Wspaniale... czwarty dzień samotności zaowocował przygodą. Śmiać się, czy płakać? Wejść, czy odejść?
"Ale do czego wrócisz chłopie?" spytał sam siebie z nutą przygany. Nawet myślami nie chciał wracać do opustoszałych pokoi i cichych korytarzy. Jego rodziny już nie ma i nigdy nie wrócą. On sam im to zafundował... Zamiast chronić, naraził i teraz płaci cenę.

Pierwszy raz w życiu właził do śmietnika. W tym zrujnowanym świecie na pewno nie jest to dziwnym, ale wciąż odstręczającym. Wylądował z gracją na pierwszym stopniu i ruszył w dół przytrzymując się ręką ściany. Schody wkrótce się skończyły więc podążył korytarzem, który wił się niemiłosiernie i kończył uchylonymi drzwiami. Światło dawała maleńka żaróweczka, która nie dała rady oświetlić choć kawalątka przestrzeni wyzierającej zza drzwi.
Wejść, czy nie wejść?
Kogo tak naprawdę śledzi?
Ofiarę, czy zabójcę? Pakuje się w paszczę lwa, czy do borsuczej nory?
"No dalej! I tak nie masz nic do stracenia..." kusił go jego własny mózg. Miał sporo racji, a ciekawość naciskała na niego, jak pełny pęcherz w kolejce do złożenia zeznania podatkowego.
Wszedł do środka, z rękami uniesionymi nad głową, by dać znak, że nie ma broni. Był na 99% pewny, że kogoś spotka.
- Stać! - usłyszał jakby dziecięcy okrzyk.
Zatrzymał się pokornie i dał sobie poświecić latarką w oczy.
- Kim jesteś i jak tu trafiłeś?!
- Cywilem na spacerze. Zaintrygował mnie dźwięk dochodzący ze śmietnika. - Tak, to na pewno dzieci. Co tu u diabła robią? Chyba jest ich kilka, gdyż nagle dobiegły go gorączkowe szepty. Nic nie widział, bo cały czas świeciły mu w oczy. Skąd do licha miały okrętowy reflektor?
- Dobra zgaście to. Dajcie mu podejść, widzicie przecież że nie ma broni. - nowy głos. Chyba dziewczęcy. Czyżby liderem watahy była dziewczynka?
Zgasili reflektor i włączyli normalne światło z wiszącej u sufitu gołej żarówki. Rozejrzał się ostrożnie po pomieszczeniu. Wyglądało na to, że wylądował w piwnicy jednej z kamienic, do którejś ktoś naznosił materacy i lodówek.
- To wasza baza? - spytał.
- Nie twój interes - odpowiedziała dziewczynka i podeszła do niego zdecydowanym krokiem. Tak bardzo zdecydowanym, na jaki stać 11-latkę. Zauważył, że jest ubrana w kompletny dres z jakiegoś drogiego sklepu sportowego. Na nogach zaś miała zwykłe dziecięce adidasy, które świeciły przy zetknięciu z podłogą. W ręce trzymała procę, a amunicję do niej w postaci rozbitego szkła nosiła w torbie na pas, w której na co dzień narciarze nosili portfele i dokumenty. Reszta tałatajstwa nie była już tak schludnie ubrana. Nie miała też broni. - Usiądź tu. - pokazała mu jeden z materaców i usiadła obok. - Zanim cię wypuścimy opowiesz nam swoją historię...

Najnowsze dopisy

Hogwart nocą (003) Hogwart nocą
Hogwart nocą (002) Hogwart nocą
Hogwart nocą (001) Hogwart nocą
Dar północy Dar północy
Odmieniec II Kraina X
Odmieniec Kraina X
Sklep z kapeluszami (Rozdział 2) Sklep z kapeluszami (Rozdział 1)
Adrien (21.12.2012) Ostatni dzień przed Końcem Świata
Jeszcze tylko raz Jeszcze tylko raz
Oswajanie Liczę na twórczość

Ostatnie komentarze

Nowi użytkownicy

  • tpiapiac
  • Turquise
  • Agnusia
  • darogta
  • lalconka

Obecnie dostępni są:

W tej chwili jest 0 użytkowników na stronie.