Liczę na twórczość

Khon Ra'hin

Tytuł opowiadania: 

Przeszłam przez spaloną wioskę. Nigdzie ani żywej duszy...

Gdzieś między gruzami zobaczyłam jasnowłosego chłopca. Nie zauważył mnie- klęczał przy dwóch ciałach. Już chciałam odejść stąd- mieć za sobą ten widok, gdy poczułam to COŚ. Uśmiechnęłam się- kolejna historia.

W to miejsce przywołałam wędrownego maga. Jeszcze tylko imię dla chłopca- musi być mocne i nieśmiertelne- takie,które przetrwa po jego śmierci. Khon. Khon Ra'hin.

Aqtobea

Nachyliłam się nad chłopcem, dotykając delikatnie jego ramienia.

- Kim są ci ludzie? - zapytałam cicho. Nie chciałam go spłoszyć.

Uniósł głowę, zobaczyłam jego jasne i smutne, bladoniebieskie oczy.

- Jestem tu sam - powiedział tylko.

- Czy to twoja matka? - wskazałam na kobietę, przy której klęczał. Chwyciłam ją za nadgarstek; nie wyczułam pulsu.

- Wszyscy odeszli - odparł.

- Nie. Jestem tu jeszcze ja. I ten dostojnik - kciukiem wskazałam na maga. - Otrzymałeś Miano. Jesteś teraz dorosły, wiesz? Mogę ci pomóc. W tym świecie nie ma miejsca dla słabeuszy, a ja znam ścieżki, które zaprowadzą cię do miejsc, gdzie zawsze świeci słońce.

- Nie znam już słońca - odpowiedział głucho chłopiec, patrząc ze smutkiem w twarz leżącej kobiety. - Zapomniałem, jak wygląda.

- Pomogę ci. Obiecuję, że ci pomogę - ścisnęłam jego dłonie w gwałtownym przypływie współczucia, obezwładniającym moje - zazwyczaj kamienne - serce. - Musisz mi tylko zaufać i pójść ze mną. I tak... Nic już tu po tobie.

- A jeśli powiem ci, że chcę umrzeć? Może nie mam już ochoty żyć? - niespodziewanie w jego oczach pojawił się upór. Spojrzał na mnie przytomnym i dojrzałym wzrokiem. - Nie masz prawa mi rozkazywać. Nie jesteś osobą, która mogłaby mnie zabić, a poza tobą nie ma tu żywej duszy. On też mnie nie skrzywdzi - wskazał na maga.

Westchnęłam.

- Nie rozkazuję ci, w żadnym wypadku. Składam tylko propozycję... Bo jestem gotowa się dla ciebie poświęcić. Nie na darmo otrzymałeś dumne Miano od tego starca. Jesteś zbyt młody, by umrzeć. Wiem, że widziałeś więcej niż niejeden z twych rówieśników - ponownie ścisnęłam jego dłonie - ale to może dać ci tylko siłę i motywację by dalej walczyć ze złem rozpanoszonym w naszym świecie.

- Próbowałem już walczyć. I nie byłem w stanie nikogo powstrzymać - rzucił gorzko.

- Są rzeczy, z którymi mogę cię zapoznać. Są tajniki, w które mogę cię wprowadzić. Tyle że... To wszystko wymaga czasu. Jestem Poszukiwaczką... I nie pojawiłam się tu przypadkowo. Proszę, spójrz na to rozsądnie i... Chodź ze mną - obdarzyłam go niemalże błagalnym spojrzeniem. Wiedziałam, że nie mogę odpuścić.

Chłopiec spuścił głowę, ale wciąż patrzył na martwą kobietę.

- Możemy ją pochować - powiedziałam cicho.

- Dobrze - gwałtownie wstał. Otrzepał brudne od czarnej ziemi dłonie, spojrzał w zachmurzone niebo, zmarszczył brwi i wreszcie skierował swój wzrok na mnie. - Od tej chwili staję się twoim Towarzyszem i obiecuję, że nie opuszczę cię, dopóki... Dopóki śmierć mnie nie zabierze - skłonił się nisko, co wyglądało niemalże komicznie w połączeniu z jego dziurawą i ubłoconą odzieżą.

Obdarzyłam go szerokim uśmiechem i podałam mu dłoń.

- Witaj, Towarzyszu.

Nowi użytkownicy

  • tpiapiac
  • Turquise
  • Agnusia
  • darogta
  • lalconka

Obecnie dostępni są:

W tej chwili jest 0 użytkowników na stronie.