Na długiej przerwie jak zwykle popędziłam do małego kantorka wyznaczonego na gabinet redakcji szkolnej gazetki. Odkluczyłam stare drzwi i już po chwili siedziałam za moim prywatnym biurkiem, przywleczonym tu ze strychu. Wyjęłam swoje śniadanie składające się ze złożonej kromki żytniego chleba z liściem sałaty i gruszki, a następnie otworzyłam gruby notes w czerwonej oprawie i poczęłam przeglądać notatki z ostatniego spotkania.

Większość przerw spędzałam w towarzystwie moich przyjaciółek, które lubiły rozprawiać o wyglądzie, drogich ciuchach, najnowszych trendach... A poza tym często komentowały styl i wygląd innych uczniów. Zawsze żywo uczestniczyłam w tych dyskusjach, ale długa przerwa była dla mnie pewnego rodzaju oderwaniem od plastikowego światka, gdzie prym wiodły rozmowe o charakterze niezbyt wyszukanym. Na długiej przerwie siadałam w zacisznym kąciku i włączałam radio czy płytę happysad. Często czytałam i poprawiałam artykuły pisane przez moich dziennikarzy, ale była to dla mnie sama przyjemność. Praca w szkolnej gazetce stanowiła jedyny rodzaj zajęć, na które nie uczęszczała żadnych z moich pustych przyjaciółek. Nie mogłam nie dopuszczać do siebie myśli, że te dziewczyny do najmądrzejszych nie należą, choć jednocześnie bardzo je lubiłam. Każda z nich była specyficzna na swój sposób, każda miała własne dziwactwa i upodobania - a jednak stanowiły jednolitą masę idiotyzmu.

Jeszcze trzy osoby zalegały mi z artykułami. Odłożyłam notes, ułożyłam się wygodniej na twardym krześle i położyłam nogi na biurku. W zamyśleniu gryzłam kanapkę, obserwując wróble pomykające na śniegu za oknem. Okno było bardzo zakurzone, a firanki brudne i szarawe. Mimo to, zabroniłam ruszać oba zaniedbane sprzęty - twierdziłam, iż było to dziedzictwo wcześniejszej redakcji, która charakteryzowała się wyjątkowym luzem i nonszalancją, a także dystansem do życia.

Tego dnia całą przerwę spędziłam w samotności, ale od czasu do czasu ktoś razem ze mną przesiadywał  w zapuszczonym kantorku redakcji. Czasem prowadziłam z tym kimś ożywioną konwersację, czasem nie zamienialiśmy nawet słowa. Ten gabinet stanowił pewnego rodzaju azyl dla dziennikarzy i pozostałych uczniów zaangażowanych w pracę szkolnego czasopisma - poza tym, wszyscy znaliśmy się na tyle dobrze, że nie potrzebowaliśmy słów, by odczytać swe nastroje i myśli. Było mi dobrze z tymi ludźmi, a mimo to nie oni stanowili moje naturalne środowisko, z którym silnie się identyfikowałam.

Wychodząc z kantorka, wpadłam na Łukasz. Z nieśmiertelną fajką w ustach, cofnął się o krok i zlustrował mnie wzrokiem.

- Hej, Kicia - wymruczał. Tymczasem ja mocowałam się z zamkiem, który niespodziewanie się zaciął. Zaparłam się nogą o drzwi i z całych sił próbowałam przekręcić klucz. - Jakieś problemy?

- Oczywiście, że nie - odpowiedziałam spokojnie, nie obdarzając go nawet spojrzeniem. - Ten zamek po prostu upodla życie dziennikarzy. Mnie codziennie. Jestem przyzwyczajona do tego rodzaju rewelacji - wzruszyłam ramionami.

- Pomogę - wypuścił peta z ust i zadeptał go na szarych płytkach posadzki. Wyjął mi klucz z dłoni i sprawnym ruchem zakluczył drzwi. - Swoją drogą... Nie miałabyś ochoty na kino?

Westchnęłam i spuściłam wzrok, chcąc powstrzymać buzującą we mnie wściekłość. Ten frajer ponownie chciał spróbować... Doprawdy, żałosne. Uśmiechnęłam się krzywo. Tym razem nie zamierzałam na niego krzyczeć.

- Nie, nie miałabym - odpowiedziałabym spokojnie, odwracając się do niego i opierając kokieteryjnie o futrynę. - Na pewno nie z tobą.

Łukasz westchnął, wbił ręce w kieszenie i zmrużył oczy.

- Za niskie sfery, co, Kicia?

- Elita ma swoje prawa. A ja nie mam prawa ich łamać - uśmiechnęłam się do niego przepraszająco, ale to był fałszywy uśmiech. Wyminęłam Łukasza i ruszyłam na kolejną lekcję.

Komentarze

odkluczyłam stare drzwi - raczej pasuje otworzyłam kluczem, 

wyjełam śniadanie - bez słowa:swoje; z liściem sałaty i gruszką (gruszka nie jest liściem);poczełam -zamień na zaczęłam; rozmowy; Łukasza;

- Pomogę. - Wypluł peta...

Chyba nie każesz zbyt długo czekać na ciąg dalszy? Ładnie zaczełąś, pisz dalej - czekam na dalszy ciąg :)

odkluczyłam stare drzwi - raczej pasuje otworzyłam kluczem,

To jest kwestia gwarowosci. W niektórych rejonach Polski taka forma jest poprawna. Np. u mnie, na Pomorzu mówię się "otworzyć drzwi" w znaczeniu pociągnąć klamkę i otworzyć, a "odkluczyć" w znaczeniu otworzyć kluczem. Tak samo jak w Krakowie mówią "idę na pole".

 

na pole słyszałam, tego nie:) jednak jeżeli to słowo gwarowe to musi zniknąc lub gwara musi być podstawą wypowiedzi, bowiem pojedyńczy zwrot psuje estetykę.

Najnowsze dopisy

Dar północy Dar północy
Kolejny dzień Dzień z życia Gotki
Śmierć Śmierć
*** Jeszcze tylko raz
*** Jeszcze tylko raz
*** Jeszcze tylko raz
Dar północy Dar północy

Ostatnie komentarze

Nowi użytkownicy

  • tpiapiac
  • Turquise
  • Agnusia
  • darogta
  • lalconka

Obecnie dostępni są:

W tej chwili jest 0 użytkowników na stronie.