Jesteś tutaj
Ubrałam się w pośpiechu, wciągając na siebie rurki w czerwoną kratę, koszulkę Nirvany i szarą marynarkę. Do ulubionej plecionej torby wrzuciłam kilka najpotrzebniejszych rzeczy, w tym pamiętnik i Krullika. Porwałam jeszcze portfel, trochę jedzenia i wypadłam z domu w pośpiechu, zabiegi higieniczne ograniczając do wyszczotkowania zębów i przemycia twarzy.
Wypadłam z mojego odrapanego bloku wprost na zaśnieżoną ulicę. Krzywo przerzucony szal i nerwowo wciśnięty na głowę kapelusz mocno ograniczały mi widoczność. Zatrzymałam się przy ławce i poprawiłam moją garderobę, a wówczas usłyszałam podniesione głosy dobiegające z drugiej strony ulicy. Jezdnia była wąska, a na chodniku nikogo. Westchnęłam i schowałam się za niewielkiem iglastym drzewkiem, rosnącym nieopodal wejścia do klatki. Naprawdę nie chciałam doprowadzić do jakiejś nieprzyjemnej konfrontacji.
- To był ten blok, mówiłem ci! Mówiłem ci, że to był ten blok! - upierał się jakiś poirytowany łepek około dwudziestki. - Drugiego tak obrzydliwego w tym mieście nie ma.
Przewróciłam oczami, kucając, by stać się jeszcze bardziej niezauważalną dla podejrzanych typków. Przeszli na moją stronę ulicy i obecnie kierowali się do drzewka, za którym się ukrywałam. Wstrzymałam oddech, zamknęłam oczy, ale nie minęły dwie minuty...
- Kicia - powiedział jeden, kładąc mi obrzydliwe łapsko na ramieniu. - Zmarznie ci ten chudy tyłeczek, jak będziesz tak kucać przez cały czas.
- Nie komentuj mojego tyłka! - warknęłam, momentalnie wstając. - Ja tylko... Szminka mi upadła. Czerwona.
- To kupisz sobie nową, w tych ciemnościach nic nie znajdziesz.
- Była bardzo droga - odpowiedziałam wojowniczo. - Oszczędzałam na nią przez jakiś czas. Chcę ją znaleźć - i ponownie się nachyliłam, ale szybko przypomniałam sobie o uwagach dotyczących pewnej mojej części ciała i machinalnie się wyprostowałam. - A panowie to właściwie tu czego?
Spojrzeli na siebie szybko.
- Szukamy pewnej osoby. Nie musi pani wiedzieć, kogo.
Prychnęłam z niesmakiem. Nie czułam żadnego strachu przed dwoma łepkami, którzy patrzyli na mnie dość niepewnie i raczej nie mieli zamiaru dokonać zamachu na moją plecioną torbę.
- Mieszkam tu, może mogę pomóc. Możecie mi ufać. Naprawdę.
Ponownie wymienili szybkie spojrzenia. Wyższy odchrząknął i oświadczył:
- Interesuje nas pewna młoda dama około dwudziestego trzeciego roku życia. Czarne proste włosy do połowy pleców, oszałamiające spojrzenie, zgrabne nogi, długa blizna na prawym ramieniu...
Mimowolnie wybuchnęłam śmiechem.
- Panowie, ja nikomu nie zaglądam pod bluzkę.
Speszyli się nieco, przez chwilę nic nie mówili. Kiedy skończyłam się śmiać, wydusiłam z siebie:
- A skąd wiecie, że mieszka właśnie tutaj?
- Podano nam adres w klubie, w którym ją poznaliśmy.
- No cóż, w takim razie musi wam chodzić o pewną pannę, którą znam bardzo dobrze. Na imprezy to ona jeździ i dwieście kilometrów stąd. Taka wydra nieczęsto się trafia - uśmiechnęłam się krzywo.
- W takim razie, czy może nas pani do niej zaprowadzić? Zależy nam na czasie.
- Ale ja się bardzo spieszę na dworzec.
- Ale sama pani zaproponowała nam pomoc na początku...
- Ach, faktycznie - zreflektowałam się szybko. - W takim razie, proszę za mną.
Ostatnie komentarze